Zakon Światła Ostoja Fantazji

  • Pamiętniki
  • Galeria

Reklama

  • Rudik - portfolioKroniki Fallathanu - Najlepszy MMORPG Tekstowy

Gazeta

  • Przesuń w dół scrollem by przeczytać resztę!
    Czytaj więcej...
Facebook ZakonnyRSS

Ogłoszenie

Sprawdź fazę księżyców! Posłuchaj herolda! Pokaż list gończy! Sprawdź warunki pogodowe! Zbieraj zioła!
Posłuchaj adepta świątynnego! Sprawdź tablice projektową! Czytaj nagłówek gazety!

Całe forum Zakonu Światła podlega ochronie praw autorskich! Wszystkie prawa zastrzeżone! / All rights reserved!
przerwynikprzerwynik


Optymalne przeglądanie forum umożliwia przeglądarka Opera!

Jesteś nowy/a/e? ABC Zakonu! - kliknij a wiele zrozumiesz!


Aktualnie odbywa się EVENT! Początek w TYM MIEJSCU! Każdy chętny jest proszony o napisanie tam posta który informuje o przybyciu postaci.
przerwynikprzerwynik

Zarząd przypomina o powszechnym obowiązku wypełnienia zakładki "Komunikatory" w profilu. Nie wywiązanie się może wiązać się z przykrymi konsekwencjami, oraz utrudnieniami w grze.
przerwynikprzerwynik

przerwynikprzerwynik

#1 2007-11-18 16:54:47

 Mangel

http://tnij.org/gbnehttp://tnij.org/gb0f

status mangel@aqq.eu
7659312
Call me!
Skąd: Wrocław
Zarejestrowany: 2006-08-26
Posty: 1762
Punktów :   
Rasa: Anioł
Profesja: Dowódca gwardii Avarone
Praca: Mistrz Zakonu
Totem: Gryf
Zwierze: Żywiołak many
WWW

Fort zewnętrzny

Mała budowla obronna zbudowana w całości z cegieł. Mieszkają tu żołnierze trzymający straż poza włościami Zakonu, ze względu na brak barier magicznych bardzo często muszą interweniować dlatego to tu mają swoje kwatery, zbrojownie i koszary. Tu mieszkają tylko najbardziej odważni i najwięksi desperaci, to oni są tymi którzy strzegą Puszczy Pahwatów przed oddziałami Chaosu którym zdarza się zapuszczać aż tutaj.
W czasie walki bardzo łatwo nabyć umiejętności na któe trzebaby trenowac tygodniami, sam oceń czy warto ryzykowac ciężkie obrazenia dla siły i wytrzymałości...


http://tnij.org/hdnq

Pamiętaj Guest, anioły widzą wszystko.

Offline

 

#2 2007-11-22 16:21:51

 Mangel

http://tnij.org/gbnehttp://tnij.org/gb0f

status mangel@aqq.eu
7659312
Call me!
Skąd: Wrocław
Zarejestrowany: 2006-08-26
Posty: 1762
Punktów :   
Rasa: Anioł
Profesja: Dowódca gwardii Avarone
Praca: Mistrz Zakonu
Totem: Gryf
Zwierze: Żywiołak many
WWW

Re: Fort zewnętrzny

Rycerz Chaosu rozejrzał się po okolicy, tu drzewa nie były poskręcane a ziemia nie osuwała się spod nóg. Przez chwile miał przed oczami czasy gdy był człowiekiem, gdy mieszkał jeszcze w Svadram a widok życia nie był dla niego czymś wyjątkowym.
- Tak… to będzie dobre miejsce.- powiedział oceniając ziemię którą chciał zaanektować w imieniu Kohona, boga krwi.
Altar, Rycerz wciąż pamiętał swoje imię, choć wszystko był skryte jak za mgłą. Na wpół zapomniał już swe dawne życie, jednak nadal pamiętał dzień w którym znalazł szkielet mutanta odziany w czarną zbroje.

Było to wiosną, gdy śnieg ustępował miejsca zieleni trawy, pracował wtedy w górskim gospodarstwie, zaś do miasta ludzi jeździł na czas urlopów. Pewnego dnia wyszedł z kozami na dalsze pastwiska które dopiero niedawno zostały uwolnione spod śniegu. Zimy od kilku  lat były bardzo srogie, pastwisko na które wyprowadził kozy było dopiero w tym roku zostało uwolnione spod władzy lodowca. Jakież było jego zdziwienie gdy na środku zielonego kobierca zauważył krąg martwej, niczym nie zarośniętej ziemi zaś w środku tego koła szkielet jakiegoś stwora odziany w czarną zbroję.
Ta zbroja przyciągała go, nie zważał na to że kozy rozpierzchły się w popłochu, nie zwracał uwagi na nic. Łamiąc kości zdarł zbroje z szczątków i przyodział ją na siebie, zbroja natychmiast przylgnęła do jego ciała, poczuł w sobie wielką siłę i niebywałą pewność. Był prostym pasterzem, jednak nagle w jego umyśle pojawiły się informacje dotyczące magii i walki mieczem który leżał nieopodal.
- Accerso- wypowiedział słowa zaklęcia przywołania. Z połamanych i poczerniałych kości niegdysiejszego właściciela zbroi uleciał jakiś czarny cień i pognał za jedyną kozą z stada która jeszcze nie zdążyła się ukryć. Gdy jej w końcu dopadł zwierze zaczęło rosnąć, rogi stały się nieproporcjonalnie duże w stosunku do ciała, sierść zmieniła się w twardy pancerz przypominający łuskę.
- Jesteś Zel- powiedział nowy Rycerz Chaosu do swego rumaka gdy już go dosiadł. Razem wyruszyli w stronę ich nowego domu, na północ.
Rycerze wiedział że bóg któremu oddał się właśnie na służbę przygotował już dla niego stosowny oddział który dołączy do niego na Pustkowiach Chaosu, wiedział też że kamień przemian z którego w większości wykonano zbroje już rozpoczął proces mutacji jego organizmu.
Jak długo dawny rycerze przeleżał w lodowcu? Czy jego duch był teraz jego wierzchowcem? To już nie obchodziło byłego pasterza, teraz liczyło się tylko jedno… krew dla jego pana.

Przez lata walk z innymi Rycerzami Chaosu i ich armiami zdobył wielu żołnierzy, każdy kolejny bój i każdy kolejny pokonany dowódca  przybliżał go to tego momentu. Gdy tydzień temu wybrał najlepszych dwudziestu mutantów w swej armii zapowiedział im że zdobędą nowe tereny dla ich pana. Uzbroił swój oddziałek w najlepszą broń jaką posiadał i zapuścił się na ziemie które od kilku lat ochraniał Zakon Światła.
Teraz prowadził swój oddziałek przez gęsty las, od czasu do czasu natykając się na sidła lub inne oznaki bytności człowieka w tych dzikich ostępach.. Jednak na to co zobaczył gdy wyjechali nie był przygotowany.
Gdy Zel wyniósł go poza obręb drzew Rycerz zauważył mały fort, jego obsada też musiała ich zauważyć gdyż z wież fortu rozległy się dźwięki rogów alarmowych.
- Za mną moje waleczne skurwysyny!- ryknął Rycerz do swych mutancich wojowników- Za Kohona! Za krew!
Rycerz nie wiedział tylko jednego, w forcie otwarł się portal, zaś z jego wnętrza wyszli doborowi wojownicy Zakonu którzy mieli stawić mu czoła!

(ok., każdy walczy z JEDNYM przeciwnikiem, Rycerza zabić wam nie wolno. Każdy kto napisze tu posta z mini. 6 zdaniami opisujący jego walkę zyska +1 do wytrzymałości/siły. Nie walczymy magią!

Jeśli ktoś napisze bardzo dobry opis walki może zyskać nawet +2 statystyki)


http://tnij.org/hdnq

Pamiętaj Guest, anioły widzą wszystko.

Offline

 

#3 2007-11-22 18:22:44

Lukas

Władca Szczurów

7506945
Zarejestrowany: 2006-08-26
Posty: 1032
Punktów :   
Rasa: człowiek
Profesja: złodziej / najemnik
Praca: 50
Totem: S=5; W=5; Sz=5; I=5; M=5; U=0
WWW

Re: Fort zewnętrzny

Puścili go przodem. Nie nosił ciężkiej zbroi ani oręża, był szybki i potrafił pozostawać niezauważonym. Wprost idealnie nadawał się na zwiadowcę.
Gdzieś na prawo trzasnęła gałąź. Lukas bezszelestnie przypadł do ziemi, po czym jął wsłuchiwać się w dochodzące doń odgłosy. Sapanie, trzaski gałęzi, parskanie jakiegoś zwierzęcia. Uderzenia, jakby siekiery, o pień drzewa.
Ktoś ciężki przedzierał się przez las. Najpewniej jeździec. Był sam, najpewniej odłączył się od większej grupy. W gęstym lesie wyrąbywał sobie drogę jakąś maczetą, alibo własnym mieczem.
Przez głowę chłopaka przemknęło tysiące myśli. Powinien zawrócić, donieść innym o położeniu wrogich sił…
–Nie. –Mruknął –nie jestem dobrym zwiadowcą.
Wstał i zaczął podkradać się do Rycerza Chaosu. Chciał go zajść od tyłu.

***
Skoczył z gałęzi, wprost na łeb opancerzonego dryblasa. Wsparł stopy na napleczniku, objął lewą ręką rogaty hełm; prawa, zbrojna w mizerykordię szukała szczelin w zbroi…
Nagle jakowaś potężna siła zrzuciła go z tak dogodnie zajętej pozycji. Władca Szczurów wywinął w powietrzu kilka kozłów, zaczepił o jakąś gałąź, złamał ją… Lądowanie na zarośniętej jakimś kolczastym zielskiem twardej ziemi miał niezwykle nieprzyjemnie.
–Giń! –Ryknął wojownik chaosu. Spiął swego rogatego, kudłatego wierzchowca do biegu. Koziorożco –niedźwiedzio –smoko –cośtam z ogłuszającym kwikiem ruszyło na wplątanego w zarośla złodzieja…
Lukas spanikował. Rozszarpując odzież i ciało wyrwał się z ciernistych krzewów, skoczył… Czarne ostrze przeciwnika minęło jego grzbiet o włos. Chłopak ruszył biegiem, chcąc oddalić się od straszliwego wroga na tyle, by móc się chwilę zastanowić. Choć ułamek sekundy!
Słysząc za sobą ryki i ogłuszający tupot zmutowanego stwora, z ledwością dopadł solidnie wyglądającego świerku. Wspinając się ze zręcznością wiewiórki, w mgnieniu oka znalazł się na szczycie.
Przerażony, spojrzał w dół. Jego przeciwnik był mocarzem, wyższym i szerszym w barach od każdego znanego mu męża. Nosił pełną zbroję płytową, ukutą z jakiegoś czarnego metalu, zdobną w zabójcze kolce i złowróżbne, acz niezrozumiałe runy. Głowę krył pod zamkniętym, garnczkowym hełmem; wyrastające zeń rogi wydawały się wydarte wprost z czaszki demona.
Rycerz Chaosu przypominał samoistnie poruszającą się zbroję, dzierżącą w pancernej rękawicy długi na sążeń miecz i dosiadającą potwora z dna piekieł.
Jakież było zdumienie Lukasa z nikąd, gdy rogaty potwór wspiął się na zadnie nogi, zaś przednie, zbrojne w ni to kopyta, ni to szpony, oparł o pień świerku… Pomagając sobie rogatym łbem, jął pchać ile sił w rogatym cielsku…
Drzewo, po serii trzasków i jęków, zaczęło się przechylać. Jeszcze jedno pchnięcie, i pozbawione oparcia korzeni, runęło na ziemię…
Lukas uskoczył chwilę przed upadkiem, gdzieś w bok. Obrócił się na pięcie, jednocześnie dobywając sztyletu i posyłając go w powietrze…
Świst, stuk, metaliczny brzdęk. Ostrze ześlizgnęło się po czarnym napierśniku, nie czyniąc potworowi żadnej krzywdy… Jeździec krzyknął coś, po czym zaszarżował na uciążliwą muchę, jaką wydawał mu się młodzik. W tym ostatnim szczurzy strach mieszał się ze smoczą wściekłością. Żaden zafajdany, zmutowany kiep nie będzie nim rzucał!
–No chodź, orczysynu! Chodź! Pokaż, co jeszcze potrafisz!
Władca Szczurów uskoczył w bok tuż przed rogami bestii; zbyt późno jednak, by zamachowe cięcie rycerza nie sięgnęło jego pleców. Palący, paraliżujący ból rozlał się po całym ciele ranionego… Jego macki sięgnęły każdego członka, każdej komórki ciała…
–Chędoż się! –Ryknął wściekle, chwytając za tylny łęk siodła jeźdźca i wskakując na grzbiet jego wierzchowca. W jego dłoni znikąd pojawił się sztylet –srebrne ostrze, zaklęte specjalnie do walki z potworami. Skoro działa na wilkołaki i strzygi, powinno podziałać i na tego skur*****…
Wbił „Czyściciela” między folgi nabiodrka sługi chaosu. Nim zdążył zeskoczyć z grzbietu monstrum, otrzymał potężny cios w zęby kolczastym nałokietnikiem. Zalał się krwią i spadł, na odchodnym otrzymując jeszcze ogłuszający cios wężowym ogonem koziorożco –niedźwiedzio –smoko –czegośtam.
Tego było zbyt wiele. Kolorowe plamy zawirowały mu przed oczyma, nogi ugięły się pod nim. Rozdarte przemocą wargi paliły żywym ogniem; z uderzonej ogonem piersi promieniował ból; pleców nie czół w ogóle. Nie mógł widzieć, że z nich nie krwawi, bo skóra wokół rany sczerniała jak spalona kwasem…
Jedyną pociechą było tylko to, że i od strony opancerzonego dochodziło go przepełnione bólem, potępieńcze wycie...
Adrenalina chyba całkowicie wyparł krew z żył złodzieja, zmuszając go do powstania i rozpoczęcia szaleńczego biegu bez udziału świadomości…
Uciekł, pozostawiając za sobą jęczącego mutanta, dziwującego się temu, że ktoś śmiał go zranić…


Miłować Ciebie, to jest życia mego cel, /Nadobna
Ettariel, /Pozwól zachować tedy wspomnień skarb,/
I Czarodziejski kwiat, /Miłości zakład twej i znak,/
Kroplami rosy niby łzami posrebrzony...

"Okręt to nie kadłub, żagiel i takielunek...Te rzeczy są na nim niezbędne, ale jest też czymś więcej. 
Okręt to wolność!!!"

"I chociaż płonie serce twe -Ona ci nie pisana! Tak kończą się pożary serc -oceanem rozstania..."

Offline

 

#4 2007-11-23 12:27:57

Tinúviel

Tropicielka

status 5701438
5201121
Skąd: Często się chowam.
Zarejestrowany: 2007-08-22
Posty: 1043
Punktów :   
Rasa: Elf
Profesja: Tropiciel
Praca: 50
Totem: S=5; W=5; Sz=5; I=5; M=5; U=0
WWW

Re: Fort zewnętrzny

Fioletowłosa elfka siedziała na gałęzi drzewa, obserwując armię Chaosu zbliżającą się ku Fortowi. Związała włosy rzemykiem, przyglądając się najbliższemu mutantowi odzianemu w czarną, ozdabianą kolcami oraz nieznanymi jej runami zbroję. Wiedziała, że walka nie będzie łatwa, że wielu może zginąć, ale śmierć w obronie niewinnych istnień była warta naśladowania, pochwały. Taka śmierć była godna niedoszłej pieśniarki łuku. Potrząsnęła energicznie głową, próbując wyrzucić z niej obraz uśmiechniętej Lomeriel.
Koło wiekowego drzewa na którym siedziała przejeżdżał opancerzony napastnik. Przez chwilę wahała się, lecz zdjęła z ramienia łuk. Nałożyła na cięciwę strzałę, napięła ją i wycelowała. Musiała trafić za pierwszym razem w lukę pomiędzy częściami zbroi, w tym jedyna szansa. Z cichym, charakterystycznym świstem pocisk przeciął powietrze i odbił się od zbroi dryblasa. Elfka zaklęła pod nosem, wyciągając z kołczanu następną strzałę. Rozjuszony mutant najwidoczniej dostrzegł ją pomiędzy konarami drzewa, ponieważ ruszył w jej stronę wykrzykując jakieś niezrozumiałe dla niej hasła. Musiała się stamtąd wydostać i to jak najszybciej. Wystrzeliła kolejny pocisk, szybko wstając z gałęzi. Przeszła na inną, znajdującą się bliżej drugiego drzewa. Próbując nie zastanawiając się na jakiej wysokości się znajduje i jak bolesny byłby upadek, powoli ruszyła ku końcowi gałęzi, która z każdym krokiem stawała się węższa i cieńsza. Nastąpił cichy trzask. Leciała w dół.

***

Uchyliła się przed oburęcznym mieczem napastnika. Upadła. Przeturlała się po ziemi, wyciągając z pochwy miecz. Prawie nic nie widziała. Po upadku z drzewa, przy którym uderzyła się w głowę trudno było jej się skupić, skoncentrować. Na dodatek walka w ręcz nie była jej domeną. Nie miała szans. Ani łukiem – jej najlepszym przyjacielem- ani mieczem nie byłą w stanie go zranić. Powoli wstała oczekując na atak.
Poczuła rwący ból w prawym ramieniu. Jej tunika zabarwiła się na czerwono. Na ślepo zaatakowała. Usłyszała tylko uderzenie metalu o metal. Zaklęła po elficku. Cofnęła się do tyłu. Poczuła jak wpada na twardy pień. Ból głowy powli ustawał, odzyskiwała jasność umysłu. Tinuviel w ostatniej chwili zauważyła ostrze miecza zamierzające wprost ku jej szyi. Schyliła się. Czuła jak śmierć zbliża się do niej wielkimi krokami, niosąc ze sobą odór siarki, a ona chciała spojrzeć jej z ironią w oczy, splunąć na trupie oblicze i pokazać że się nie boi. Zamachnęła się. Znowu ten przeklęty metaliczny chrzęst. Kolejna rana. Tym razem na nodze. Upadła na kolana.

***

Płatki śniegu powoli opadały na ziemię, przywodząc na myśl same wspaniałe, szczęśliwe chwile.
Księżyc oświetlał ziemię bladymi, słabymi promieniami, a gwiazdy dotrzymywały mu towarzystwa w tą samotną, przepełnioną bólem noc. Wszystko wyglądałoby tak uroczo, niewinnie gdyby nie czerwone plamy ozdabiające niebiański puch. Ludzie ginęli bohaterską śmiercią broniąc swoich ideałów, przekonań, wierzeń...

"Kiedyś wszyscy umrzemy,
podążymy do jej domu,
wysłąwiając jej imię,
Loreth nas przyjmie z radością, czułością,
Ona nas nie zostawi, nie zapomni... " 

Ostatnio edytowany przez Ireth Tinúviel (2007-11-27 14:21:40)


`Life's but a walking shadow, a poor player
That struts and frets his hour upon the stage,
And then is heard no more. It is a tale
Told by an idiot, full of sound and fury,
Signifying nothing.`



Imię: Tinuviel Levecque
Rasa: elf
Profesja: tropiciel
Charakter: chaotycznie neutralny
Zalety: pomocna, uczciwa (czasem bywa)
Wady: naiwna, łatwowierna, pamiętliwa, zawistna, tchórzliwa.
Umiejętności: pływanie, dobry kontakt ze zwierzętami

*

Offline

 

#5 2007-11-23 14:08:23

Maud

Pani Rzecznej Toni

2854322
Zarejestrowany: 2007-03-24
Posty: 464
Punktów :   
Rasa: Nimfa
Totem: S=5; W=5; Sz=5; I=5; M=5; U=0
Zwierze: 3%
WWW

Re: Fort zewnętrzny

Nimfa stała na środku białego pola, niezdolna do żadnego ruchu. Obserwowała jak z daleka, z oddalonego od nich parę set jardów, pędzi chmara czarnych, wściekłych bestii-rycerzy. Nigdy nie widziała jednej postaci z potwornych Rycerzy Chaosu, ale zdołała sobie wyobrazić, że są to naprawdę potworne, mroczne istoty, na czarnych wściekłych koniach, z powiewającym z tyłu strzępkiem narzuty, które zmiotą wszystko co stanie na ich drodze. Pokonać takie monstrum należało do nie lada wyczynu; wielka odwaga, siła i wytrwałość to główne cechy wojownika walczącego im naprzeciw. I chyba oczywistym było, a nawet nieco śmiesznym, że ta oto słaba, bez większych doświadczeń wojowniczych nimfa zdoła cokolwiek zdziałać...
Jednak nie było jej teraz do śmiechu. Wojska z szarym dymem wokół zbliżały się, dudniąc z niesamowitą siłą o twardą ziemię, która zdawała się twardnieć z chwili na chwilę. Śnieg zalegający powierzchnię, nie był dla nich problemem, po prostu mięknął pod ich mocnymi kopytami.
Zdawało jej się, że niebo przybrało ciemniejszą barwę. Słońce zgasło, przysłonięte przez jedną z chmur, także nimfa musiała zmrużyć oczy, bo lepiej ich dojrzeć z oddali.
Trudno. Odda się walce. Musi stawić czoło wrogowi. Poza tym tego właśnie chciała - by sprawdzić siebie w walce z większym wrogiem, by poznać prawdziwe uczucie trwogi, zmęczenia, czy nawet bólu.

Gdy tylko ci znaleźli się naprawdę blisko, ta wskoczyła czym prędzej na pobliskie drzewo, przejęta dreszczem strachu, przed potężnymi Rycerzami. Chyba już się bała.
Wypatrzyła sobie z grupy jednego z mniejszych, mniej przerażających wojowników, by, w każdym razie, nie zginąć od pierwszego ciosu. Ten właśnie osobnik, jakby wyczuł jej myśli, skierował się w jej stronę. Maud przerażona przez wieczność zdawało jej się, wpatrywała w jego mroczną, okrutną sylwetkę i zbroję, a najbardziej w przysłonięte niemalże przyłbicą, oczy. Były wrogie, nieczułe, i okropnie zimne, jakby nigdy nie zaznały ciepła. Patrzył na nią z nienawiścią, której nigdy jeszcze nie doznała. Trwało to parę sekund, przez które nimfa straciła sporo cennego czasu.
Łuk, który trzymała na plecach, nagle przechylił się do przodu i dzięki temu przypomniała sobie o jego obecności. Prędko chwyciła go w ręce, wzięła jedną ze strzał i napięła cięciwę. Mizerny, niewielki łuk wobec Rycerza Chaosu... Maud nie myślała o tym, tylko sprawnie namierzyła przeciwnika i wypuściła strzałę. Przeleciała parę cali na prawo.
W łuczniczce zawrzała złość. Namierzyła w niego kolejny raz i tym razem się udało. Grot odbił się co prawda od pancerza wojownika, ale zaraz następny pocisk przeciął powietrze i zranił jego konia w nieopancerzone miejsce, czyli nogę. Trafiony nie był zaplanowany, był jedynie szczęśliwym przypadkiem. Koń, który był już zaledwie parę jardów od drzewa lekko się zachwiał, ale mimo to pokuśtał jeszcze, tak że wściekły wojownik mógł zamachnąć się wielkim mieczem w stronę nimfy. Ta zdołała się przechylić do tyłu, także ten cios ją ominął. Wskoczyła na wyższy konar i wydobyła z kołczanu strzałę, chcąc namierzyć w Rycerza. Już prawie puściła cięciwę, by zadać mu mocny cios, gdy niespodziewanie wściekły ogier strącił ją pyskiem z drzewa, wskutek czego upadła na plecy, na zimny śnieg. Amortyzował on jej upadek, dzięki czemu zdołała się w jednym momencie unieść na nogi.
Rycerz ruszył na nią pędem, gdy nimfa wyciągnęła właśnie z pochwy sztylet. Przykucnęła. Zrobiła to jednak o część sekundy za późno, bowiem wojownik zdołał końcówką miecza zranić ją w rękę. Maud poczuła przenikający ból i zaraz przełożyła sztylet do drugiej ręki. Nim zdołała obrócić się w stronę przeciwnika, padła na bok. Jedyne co widziała, to brudne kopyto tego konia, uderzające ją od tyłu. Zrobiło się zupełnie ciemno.

Ostatnio edytowany przez Maud (2007-11-23 16:26:22)


Przyjdziemy by uwolnić delfiny
Wymyjemy to ciemne czerwonokrwiste morze
Nasze pieśni będą rozbrzmiewać echem w górach i na oceanach
Wieczność rozpocznie się na nowo, w pokoju.

Offline

 

#6 2007-11-23 15:55:04

 Ireth

http://tnij.org/gg6f

2121920
Skąd: TriCity
Zarejestrowany: 2007-07-11
Posty: 1530
Punktów :   
Rasa: Człowiek (polimorf)
Profesja: Posłaniec
Praca: Pomocnik Sędziego
Totem: Koń
Zwierze: Xnifs - Dajm

Re: Fort zewnętrzny

To miał być kolejny nudny dzień. Ireth jak zawsze zapuściła się do Puszczy, żeby podziwiać matkę naturę i jej dzieła.  Nie spodziewała się tu spotkać nikogo, więc ogromne było jej zdziwienie kiedy usłyszała przed sobą dziwne ryki i posapywania, które z pewnością nie należały do zwykłego leśnego zwierzęcia. Zatrzymała się na skraju jakiejś polanki, a to co przed sobą ujrzała  wzbudziło w niej falę dreszczy. Czarna zbroja połyskiwała złowieszczo w  słońcu…
Przez pierwszy moment dziewczyna oniemiała przyglądała się temu zjawisku, nie była zdolna do żadnego ruchu. Sam wojownik nie wydawał się być tak zaskoczonym jak ona i od razu ruszył do ataku.  Jego wierzchowiec poruszał się z zatrważającą szybkością. Dziewczyna ocknęła się w dosłownie ostatnim momencie i odskoczyła do łap tego wstrętnego stworzenia. Upadła twardo na ziemie, ale jej dobra przyjaciółka adrenalina nie dała jej stracić przytomności, mimo mocnego uderzenia w głowę. Wiedziała, że jeśli czegoś nie zrobi, zginie. To była wystarczająca motywacja…  W ułamek sekundy była już na nogach, w ręku trzymała sztylet.  Mutant zaśmiał się złowieszczo, z jego ust wydobył się niezrozumiały charkot. Dziewczyna nie musiała go rozumieć by wiedzieć, że wojownik z niej drwi. Sama doskonale wiedziała jak marnie się teraz prezentuje. Ona ze swoim małym sztylecikiem, on z mieczem splamionym krwią wielu stworzeń. Jednak nie cofnęła się, odraza jaką żywiła do wszystkich mutantów, nie pozwalała jej się cofnąć.  – No chodź, ty wstrętna kreaturo! – nie musiała powtarzać. Jego wierzchowiec znowu zaszarżował, zaś jego wojownik nie miał zamiaru odpuścić tak łatwej ofierze.
„To coś jest już tak blisko!” krzyczały jej wszystkie myśli. Jednak ona nie poruszyła się, musi się jeszcze trochę zbliżyć. Kiedy przeklęty stwór był już tylko kilka metrów od niej zrobiła to co musiała, to co tylko mogła zrobić. Rzuciła sztyletem w jedną z łap wierzchowca, zaraz potem poleciał drugi również trafiając w cel. Wiedziała, że jeżeli się  nie uda to już jest martwa, a nawet jeszcze gorzej. Stwór zawył wysoko  i zachwiał się. Ona tylko na to czekała. Czuła w sobie pewną siłę, które w tym momencie dodawała jej odwagi. Zmieniła się, zmieniła się szczęśliwie. Teraz już nie było odwrotu. Całą swoją wilczą masą uderzyła w zranioną łapę stwora. Wiedziała, że ma niewiele czasu. Jeździec jeszcze nie zdążył zareagować ale to nie potrwa wiecznie. Odskoczyła właśnie w tym momencie gdy wojownik wziął zamach swoim mieczem. To przeważyło, obolałe zwierze( choć trudno było tak nazwać to zmutowane coś) przechyliło się niebezpiecznie na bok. Teraz rycerz zrozumiał swój błąd, jednak nie zrezygnował. Miecz osunął się bo przedniej łapie Ireth. Dziewczyna poczuła ogromy, palący ból ze zranionej części. Wiedziała, że musi się odsunąć inaczej rycerz na nią spadnie lub zaatakuje po raz drugi. Słyszała kwiki i skrzeki zranionego wierzchowca, charkot jego jeźdźca, ale wszystko wydawało się być tak odległe. Powoli jej umysł zasnuwał się mgłą. Pozostała tylko jedna myśl „odsuń się!”. I tak też zrobiła. Modląc się do wszystkich znanych jej bogów wykonała skok na prawo. Ostatkiem sił zobaczyła, że rycerz uderzył mieczem drugi raz, jeszcze bardziej obciążając zranioną łapę stworzenia. Zamknęła oczy, przewróć się…proszę.
Jednak usłyszała tak oczekiwany dźwięk. Ten piękny dla niej łoskot. Stwór zwalił się na ziemię z przenikliwym, mrożącym krew w żyłach rykiem. Wydawało jej się również, że słyszy chrzęst złamanych kości. Była potwornie zmęczona, dudniło jej w głowie , zraniona łapa pulsowała potwornym bólem. Z trudem otworzyła oczy, wstała. Wojownik wraz z jego ciężko dyszącym wierzchowce leżeli na ziemi. Był przegnieciony cielskiem stwora, wrzeszczał wściekle. Dziewczyna umysł miała zasłonięty mgłą. Nie wiedziała co robi. Przemieniła się, podniosła z ziemi jakiś długi patyk i podpierając się na nim ruszyła ku fortowi zewnętrznemu. Wydawało się, że zupełnie zapomniała o całym incydencie.  Jedyne co wskazywało na to, że jednak wie co się stało był bardzo szybki krok. Uciekała z tego miejsca…


http://www.zakonopedia.boo.pl/karta.php?id=42
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój...

Offline

 

#7 2007-11-23 16:53:55

 Adramelech

Mieszkaniec stolicy

6580749
Call me!
Zarejestrowany: 2007-11-07
Posty: 986
Punktów :   
Rasa: Człowiek
Profesja: Nekromanta
Totem: Koń
Zwierze: Brak

Re: Fort zewnętrzny

Postanowił odwiedzić puszczę Pahwatów. Miał nadzieję, ze spotka jedno z tych stworzeń. W końcu dotarł do wspaniałego lasu. Przechadzając się po nim natknął się na ślady krwi, z rozmiarów kałuży można wywnioskować, że jej właściciel już nie żyje. Niedaleko znalazł ciało wypatroszonego Pahwata, jednak bardziej uwagę jego przykuła postać stojąca nieopodal, miotająca swą wielką bronią na prawo i lewo tnąc drzewa i krzewy. A cóż to ma znaczyć?! Bez wahania sięgnął za głowę po swój miecz, dobył go i chwycił pewnie w obie ręce, zrobił to we właściwym momencie, gdyż owy potwór zauważył go, nie wydawał się zaskoczony, wręcz przeciwnie. Pokryty czarnym błotem mutant miał około dwóch i pół metra wysokości, dzierżył w ręce prawie tak długą, jak właściciel halabardę, był bardzo solidnej postury i zapewne rozgromiłby Adramelecha nie posługując się żadną bronią. Nekromanta poznał go, sługa Chaosu, wiele razy widział owych żołnierzy w Piekle, gdzie byli tworzeni. Halabardzista rzucił się na człowieka z przeraźliwym rykiem. Nekromanta był teraz ofiarą, obrona w tym przypadku jest samobójstwem, musiał wykorzystać inną taktykę – odwrót i atak. Odskoczył na bok przed szarżującym wrogiem, jego halabarda wbiła się z głuchym dźwiękiem ziemię, lecz natychmiast wyciągnął ją i odwracając się machnął nią w kierunku człowieka. Adramelech zdołał uniknąć ciosu, ale potknął się o konar drzewa i upadł boleśnie. Zmysł obrony działał wciąż i udało mu się zablokować kolejny atak mutanta, odepchnął go i podniósł się szybko. Zanim przeciwnik zdążył znów zaatakować nekromanta wyciągnął zza pasa sztylet i wbił go w nogę stwora. Jęknął przeciągle, ale nie starając się pozbyć ostrza w nodze machnięciem odepchnął nekromantę, który otrzymawszy cios z drewnianej części broni odleciał na kilka metrów, a miecz wypadł z jego rąk z cichym łoskotem uderzając o drzewo opodal. Panika wdarła się w głowę nekromanty, zanim znów chwyci miecz, potwór zabije go z pewnością. Wściekły mutant wyciągał sztylet ze zranionej nogi. Teraz ma szansę zaatakować ponownie, jednak woli żebym to ja go zabił pierwszy. Uśmiechnął się w myślach, bo właśnie przypomniał sobie o mini kuszy, którą wziął ze sobą. Wyciągnął broń zza płaszcza i wycelował w bestię, owy stwór wydobył już sztylet i właśnie zamierzał rzucić go we właściciela, lecz nagle w jego rękę wbiło się pięć bełtów, kolejne dziesięć trafiło w jego czarne, brudne cielsko, potwór upadł na kolana wrzeszcząc wniebogłosy, kiedy ostatni pocisk trafił go w głowę, mutant opadł całą masą na ściółkę lasu, zbroczoną teraz w jego czarnej krwi. Adramelech nie mógł cieszyć się zwycięstwem z powodu przeszywającego całe jego ciało bólu klatki piersiowej. Uderzenie trzonkiem halabardy na pewno połamało mu kilka żeber. Minęło kilka długich chwil zanim wstał. Cały obolały wziął sztylet i wyjął 15 bełtów z ciała mutanta, poszedł poszukać miecza, znalazł go w pobliskich krzakach, na nieszczęście gałęzie miały kolce i poranił sobie całą rękę, podszedł z powrotem do ciała pokonanego i dwoma ciosami odciął mu głowę, która zabrał ze sobą jako trofeum. Kierował się do Fortu Zewnętrznego najszybciej jak mógł, zewsząd dobiegały go odgłosy walki, jednak były one daleko. Musiał się uleczyć, a może powróci tu i pomoże zwalczyć najazd sił Chaosu.

Ostatnio edytowany przez Adramelech (2007-11-24 19:12:58)


Gdyby i głód można było zaspokoić przez pocieranie żołądka!" - Diogenes masturbując się publicznie

Imię: Adramelech
Rasa: Człowiek
Profesja: Nekromanta
Charakter: neutralny chaotyczny
Zalety: wdzięczny, pracowity, lubi dowcipy o blondynkach i te z rodzaju absurdalnych
Wady: wścieka się dość łatwo, cynik, ironizuje, nie przywiązuje się raczej do niczego, rasista - nienawidzi drowów
Umiejętności: czarowanie Kamieni Run; zmiana kształtu przedmiotów - przybliżonej wielkości, na długi okres czasu; W niewielkim stopniu możliwość zapanowania nad mocą Laski
Wygląd: Szary, długi płaszcz, u dołu umorusany błotem, gdyż suwa się po ziemi, lekko poszarpany z dziurą wzdłuż uda prowizorycznie zaszytą, długie aż do połowy pleców czarne włosy, piwne oczy, zielonkawa skóra, blizny na rękach i plecach, trzy czarne różki na karku, czasem ma na plecach założoną pochwę do swego miecza tak, ze jego rękojeść wystaje ponad głowę.

Zaliczone wszystkie Próby w Szkole Najemników.


My name is Legion. For we are Many. Mk 5,9

Karta postaci
Moja historia
Jeśliś człeku ciekaw...
Rzecz o bogach i ich sporach niebieskich. Starzec nie dokończył swej opowieści...

Offline

 

#8 2007-11-24 17:42:43

 Nikoletta

http://tnij.org/gg6fhttp://tnij.org/gg6iAmazonka

Skąd: Werrizania
Zarejestrowany: 2006-08-28
Posty: 2540
Punktów :   
Rasa: Człowiek
Profesja: Asasynka
Praca: Zwiadowca Zakonny
Totem: Konik iha-ha!

Re: Fort zewnętrzny

W karczmie, w górach, nad rzeką, na plaży była zwykłą dziewczyną, jakich wiele. Ale na polu bitwy była zupełnie inna, była amazonką, była wojowniczką, była sobą.
***
Nikoletta przywarła do obrośniętego mchem muru, tuż obok jednej z bram. Trzymając oburącz Gladiusa patrzyła w niebo zaszłe ciemnymi chmurami. Jej usta poruszały się szepcząc pospiesznie, dłonie owinięte bawełnianymi paskami ściskały rękojeść. "Śpij, moje kochanie/ śnij cudne sny/ nikogo nie mamy na świecie/ tylko ja i ty. W gwiazd, księżyca blasku/ pośród lasów i gór/ tamój się urodziałaś/ skarbie jedyny mój"...
***
Zwinnym ruchem pokazała się w bramie przed oczyma nadbiegającego napastnika. Pchnęła do przodu, ale wojownik odskoczył błyskawicznie. Zmierzył dziewczynę wzrokiem i zarechotał paskudnie.
- No chodź tu, lalka - zacharczał. - Pokaż, co z ciebie za wojowniczka. Ciekawe czy w łóżku równie harda jesteś, co?!
Splunęła mu prosto pod nogi, po czym z okrzykiem na ustach rzuciła się na wroga. Ich ostrza starły się ze zgrzytem, sypiąc iskry. Mutant odepchnął amazonkę i stanowczym krokiem ruszył ku niej. Ledwo co odzyskała równowagę, gdy spadł na nią kolejny cios. Dzierżąc w jednej ręcę miecz skrzyżowała go z klingą przeciwnika niemalże przy swojej twarzy. Nie było czasu do stracenia. Wolną ręką wyszarpnęła z pochwy myśliwski nóż i cięła nim z dołu.
Mutant syknąl z bólu i cofnął się. Ostrze sztylety przejechało mu po wewnętrznej stronie uda. Dotknął rany dłonią, którą zaraz splamiła ciemnoczerwona posoka. Sapiąc potwór wbił ślepia w dziewczynę i ryknał ogłuszająco. Potężny miecz został odparowany jednym ruchem. Nikoletta zaczęła swój taniec. Śmiertelny taniec.
Wykonała piruet, cięła z boku, płasko. Klinga odbiła się głucho od zbroi mutanta. Szybko obróciła się raz jeszcze, ukucnęła unikając ciosu, wykonała przewrót. Znalazła się pod nogami napastnika. Bez namysłu wbiła nóż przy kolanie, gdzie nie sięgały nagolenniki. I mimo, że zrobiła to precyzyjnie, po chwili otrzymała kopniaka, który przewrócił ją na plecy i wytrącił miecz.
Zachłysnęła się powietrzem, ale nie tracąc trzeźwości przeturlała się i zdołała uchylić przed klingą, którą wojownik wbił...w ziemię.
Podnosząc się, spojrzała szelmowsko na szarpiącego się z bronią przeciwnika. Doskoczyła do niego i oddała pięknym za nadobne, wymierzając mu kopniaka prosto w twarz. Mutant zawył, padł, a spod hełmu trysnęła krew. To dlatego amazoka nigdy go nie nosiła. To żelastwo samo w sobie było niebezpieczne.
Rzuciła się na leżącego. Chwyciła szyszak za kitę i zerwała go z parszywej, zalanej posoką mordy. Dając upust swej agresji biła go zaciekle, aż sama zdarła skórę na kostkach.
Żołdak nie mógł złapać oddechu. Musiał zrzucić z siebie tę dziwkę. Gdy amazonka chciała na pożegnanie przejechać mu po gębie naćwiekowanym karwaszem, poczuła nagle podeszwę buta na swoim brzuchu.
***
Uderzyła głową o mur i osunęła się na ziemię. Na chwilę straciła kontakt ze światem, ale zaraz się ocknęła. Siegnęła rękoma po krótkie miecze na plecach. By to zrobić musiała skrzyżować przedramiona nad karkiem i schylić głowę. I to był błąd!
Mutant, z którym walczyła, jedną dłonią niemalże przygwoździł jej nadgarstki do muru. Nikoletta zaczęła się szamotać, ale każdy ruch sprawiał jej ból, nadszarpywał mięśnie i groził zwichnięciem barku.
- I co teraz, ty moje śliczności? - wycedził zbliżając swój zakrwawiony i opuchnięty, obrzydliwy ryj do twarzy dziewczyny. Poczuła zimną stal pancernej rękawicy w talii, która kierowała się niżej po jej biodrze i udzie, a potem zmieniła kierunek na przeciwny. Nikoletta próbowała kopnąć przeciwnika między nogi, lecz zaraz odczuła jak jej nadgarski są miażdżone pod uściskiem mutanta.
Potwór przywarł do dziewczyny liżąc ją po szyi, dekolcie rozwidlonym na końcu ozorem. Nie miała wyboru. Z ogromnym wysiłkiem ugryzła go w ucho. A właściwie odgryzła jego kawałek.
Napastnik zaskomlał i chwycił się za ranę, puszczając tym samym amazonkę.
Wykorzystując chwilę, dopadła do leżącego na ziemi Gladiusa i runęła jak piorun na okutego w zbroję wroga.
Myliła się, myśląc, że ten da za wygraną. Pomimo licznych ran mutant nie miał zamiaru ustąpić. Żadna kobieta go nie pokona. A zwłaszcza ta młoda i nic nieznacząca suka!


Karta Postaci
aKP

Fortune Favours The Bold
Born to be Wild

...wódka naturalnie przywraca pion...

Offline

 

#9 2007-11-24 19:43:49

 Faith

Mieszkaniec stolicy

1576453
Skąd: Catsland
Zarejestrowany: 2007-06-20
Posty: 52
Punktów :   
Rasa: Kotołak
Profesja: Tłumaczka snów
Praca: 125
Totem: S=6; W=5; Sz=5; I=5; M=4; U=0
Zwierze: 2%

Re: Fort zewnętrzny

Znalazła się tu przez przypadek, jak zwykle. Nie szukała kłopotów, to zazwyczaj one szukały ją. Ale dzięki szczęściu udawało jej się z nich wydostać prawie bez szwanku. Miała nadzieje, że tym razem bedzie tak samo. Miała ogromną ochotę na jakieś martwe surowe mięso.
Stanęła na polu bitwy i rozejrzała się. Zobaczyła zbliżającego się w jej strone mutanta. Popatrzyła na przeciwnika i zmarszczyła nosek tak jak tylko ona to umiała. Mutant nie wydawał jej się jakimś trudnym przeciwnikiem mimo jego zbroi i morderczej, ale również tępej minie. Wyjęła swój miecz i obróciła go pare razy, aby swiatło sloneczne odbiło się od ostrza. Mutant sprowokowany światełkiem bijącym po jego gałkach ocznych zbliżył się do Faith unosząc swoj miecz i z rykiem skoczył do przodu.
Kotołaczka w ostatniej chwili uskoczyła od wroga. Obróciła sie i zamachnęła mieczem, który skrzyżował swoje ostrze z mieczem przeciwnika. Przez chwile patrzyli sobie twardo w oczy, napięcie rosło, atmosfera robiła sie gorąca. Faith uśmiechneła się.
-Co? -zaryczał wściekle mutant.
-Lekcja pierwsza...Nie napieraj tak na pierwszej walce. - powiedziała opuszczając miecz i skacząc w tył. Miecz mutanta runąl na ziemie w przeciwną stronę od Faith. Kotołaczka zważyła swoj miecz w rekach dając do zrozumienia, że zamierza dalej walczyć. Z nieukrywaną satysfakcją wbiła ostrze w lewą noge wroga. Mutant popatrzył w dół i uśmiechnął się zlośliwie.
-To jest to co masz do zaoferowania?
W następniej sekundzie obydwoje walczyli z całych sił tnąc sie mieczami i zadając sobie naprzemian rany.
W końcu mutant zmęczony uganianiem się za kotołaczką upadł ciężko na ziemie. Było jasne, że on miał wiecej obrażen. Faith nie tak łatwo była złapac, a on w ciężkiej zbroi miał jeszcze bardziej utrudnione zadanie.
-Jakbyś zdjął tą brzydką zbroje byłoby ci łatwiej- zakpiła.
Mutant popatrzyl wściekle na Faith i zrzucił zbroje. Stal przed nią wściekly i zdesperowany. Nie mógl znieść tego, że ona sie z niego nabija. Doskoczył do niej z mieczem. Faith kopneła go w brzuch, raz, dwa, trzy razy. Mutant zatoczył sie i prawie przewrócił. Kotołaczka obyta w sztukach walki wycelowała i kopneła go stopą w gardło. Wojownik opuścil miecz, chwycił sie za gardło i schylił głowe. To wystarczyło by kotołaczka kopnęła go jeszcze raz w brzuch, chwyciła jego głowe i uderzyła nią w swoje kolano. Mutant zamachnał się i pieścią trafil kotołaczke w twarz. Chwycił jej rękę i wykręcil. Faith upadła na kolana i upuściła miecz.
-I co teraz? - spytal zajadle.
-To- odpowiedziała wyciągając sztylet z buta i wbijając mu w dłoń. Mutant puścił jej szyje, a ona ścieła go z nog.
-Mogłabym tak tańczyc cały dzien. -Faith zbliżyla sie do rannego mutanta.
-Nazywasz to tancem? - Spytał plując krwią.
-To jest to co cały czas robimy, słonko.
Kotołaczka podniosła miecz i wbiła go w brzuch mutanta.
-A najlepsze jest to, że jak już zaczniesz to trudno ci jest skonczyc.
Mutant nie miał siły odpowiedziec. Kotołaczka oparla sie o miecz. Jej oczy błyszczały z podniecenia.
-Wygrałam, wiesz?-patrzyła na konającego przeciwnika. Jego życie ulatniało się z kazdą sekundą.
Faith ywjęła miecz i oblizała go. Mutant zdechł.
Kotołaczka zamachneła sie ogonem i odeszla.


You can't always win. But you can always play by your own rules.

Offline

 

#10 2007-11-24 21:00:59

 Kraght'nar

http://tnij.org/gcaphttp://tnij.org/hb83Smoczy Sędzia

849959
Zarejestrowany: 2007-11-22
Posty: 1687
Punktów :   
Rasa: Czarny Smok
Profesja: Sędzia
Praca: Zakonny Sędzia
Totem: Ptak Ti
Zwierze: Astaroth i Wodnik

Re: Fort zewnętrzny

Kraght'nar szedł traktem. Miał założony kaptur. Piękna pogoda. W oddali, między drzewami pasły się sarny, a dziki ryły ziemię. Od czasu do czasu. Mijali go ludzie, elfy i krasnoludy.
- Stój! - krzyknął mężczyzna, który go mijał. Miał miecz, na plecach łuk i pancerz z żelaza. - Ty! Chudy! Dawaj złoto i medalion! Niech będzie to dla ciebie nauczką, że po trakcie nie chodzi się bez broni.
Miał rację. Nowy nie miał broni. Nie była mu potrzebna.
- A jeśli złota nie dam?
- Dowiesz się do czego służy i dlaczego trzeba nosić broń!
- A jeśli ci powiem, że jeśli nie zostawisz mnie i nie pójdziesz dalej, to twoja matka, babka, prababka, ojciec, dziadek, pradziadek i znajomi nie poznają cię, choćby przez rok miał cię leczyć anioł, a ty uprzyjemnisz mi dzień?
Nie odpowiedział. Dobył miecza i z miejsca ciął w brzuch. Był za wolny dla smoka. Chybił. Smok po wykonaniu uniku cofnął się o kilka kroków. Potem zaszarżował. W mgnieniu oka znalazł się przy napastniku. Pięść dosięgnęła celu. Napastnik cofnął się mocno tracąc równowagę. Nie przewrócił się, choć było to w zamierzeniu Kraght'nara. Zrobił młynek mieczem, ruszył na przybysza. Wykonał cięcie skośne na lewo od góry i od razu drugie. Poziome z lewej. Młynek z obrotem cięcie skośne z lewej. W oczach miał furię. Dwa ciosy spudłowały.
Ostatni trafił.
W rękaw.
Napastnik stanął.
- Wcale nieźle - powiedział smok. Zaatakował z nogi. Trafił w brzeszczot miecza.
Miecz odleciał. Kraght'nar uśmiechnął się. Paskudnie. Bandyta wyciągnął nóż z cholewy buta. Może będzie z tego coś ciekawego, pomyślał Kraght' nar. Napastnik, ku zaskoczeniu smoka, rzucił w niego nożem. Ledwo go uniknął. Wojownik wyciągnął z drugiego buta sztylet. Chodzący arsenał mi się trafił.... Zdjął rękawice. Pod nimi były blade ręce. Dookoła zaczęli zbierać się gapiowie. I jeszcze teatrzyk się z tego zrobił. Super.... Przybłęda też to zauważył, bo się obejrzał dookoła.
ŁUP!
Przybłęda leżał. Na twarzy miał ładny, okrągły zaczerwieniony ślad po poparzeniu. Ślad w kształcie pięści. Obok leżało coś nowego. Białego. Ząb... Poparzony wziął miecz z ziemi. Wstał.
- Zapłacisz mi za to - mruknął. Niewdzięcznik. Nie wie chyba ile dzisiaj kosztuje wyrwanie zęba... To zaczyna być już nudne. Ile jeszcze będzie chciało mu się walczyć?
Poparzony spojrzał na człowieka. Nie było go. Tam, gdzie przed chwilą był stał smok. Czarny smok. Czarny, wielki smok. Czarny, wielki, groźny smok wpatrzony z rozbawieniem na małego człowieczka. Człowieczek wyjął coś z kieszeni i trzymał przed sobą. Pukiel włosów.
- Smoku! - zawołał człowieczek - To jest pukiel włosów strzygi! Jestem odporny na twój ogień!
Wśród pospólstwa panowało przekonanie, że ów pukiel może ochronić przed smoczym ogniem. Było równie powszechne, co fałszywe... Smok to wiedział. Delikatnie dmuchnął.
Pukiel się sfajczył... Ładnym płomiennorudym płomieniem. Spodobał się smokowi.
Człowieczek zamarł. Otrząsnął się. Wyjął łuk. Wyciągnął strzałę. Napiął łuk.
Strzała wyleciała...
Smok mógł ją uniknąć... Wyraźnie ją widział... Wystarczyło się ruszyć...
Strzała leciała...
Człowieczek mrugnął...
Strzała leciała...
Tłum zamarł...
Strzała leciała...
Chwila trwała wieki...
Strzała leciała...
Kraght'nar poczuł chęć ziewania...
Strzała leciała...
Strużka potu spłynęła po twarzy napastnika...
Strzała leciała...
Strzała odbiła się od łusek smoka. Człowieczek wypuścił łuk z dłoni. Smok ruszył na człowieczka. Człowieczek szybko znalazł się w paszczy smoka. Zbroja niemile zgrzytała mu o zęby. Wypluł go. Spalił co z niego zostało. Piasek zamienił się w szkło. Kolor miało niebieski. Na środku leżał czarny pył. Smok wzbił się w powietrze. Tłum się rozszedł.


Lecz tylko jeża przelecieć się nie da...

http://www.zakonopedia.boo.pl/karta.php?id=56

Offline

 

#11 2007-11-26 15:10:57

 Mangel

http://tnij.org/gbnehttp://tnij.org/gb0f

status mangel@aqq.eu
7659312
Call me!
Skąd: Wrocław
Zarejestrowany: 2006-08-26
Posty: 1762
Punktów :   
Rasa: Anioł
Profesja: Dowódca gwardii Avarone
Praca: Mistrz Zakonu
Totem: Gryf
Zwierze: Żywiołak many
WWW

Re: Fort zewnętrzny

Gdy żołnierze stacjonujący w forcie zobaczyli jak grupka wojowników odpiera ataki mutancich synów Chaosu z okrzykami radości rzucili się w wir walki.
Każdy poległy mutant coraz bardziej zwiększał morale walczących dla Zakonu najemników, w końcu padł ostatni z mutantów, pozostał tylko Rycerz.
Jednak nim zdążyli go otoczyć i zabić jego czarny jak noc ogier zbił dwóch żołnierzy z nóg potężnym uderzeniem kopyt, kolejnego nadział na swoje na wpół zakręcone rogi. Nim ktokolwiek zdążył zareagować Rycerz zaczął uciekać w stronę Puszczy, nikt nie odważył się ruszyć za nim, nie mniej wygrali. Teraz tylko to się liczyło.
- Niech Cie diabli porwą- powiedział dowódca fortu i ruszył do karczmy by obloać zwycięstwo.

Gdzieś pod lasem mały kotek miałknął żałośnie, miał ranną łapkę i nie mógł wrócić do domu... czy ktoś mu pomoże?


http://tnij.org/hdnq

Pamiętaj Guest, anioły widzą wszystko.

Offline

 

#12 2007-11-27 16:10:07

 Faith

Mieszkaniec stolicy

1576453
Skąd: Catsland
Zarejestrowany: 2007-06-20
Posty: 52
Punktów :   
Rasa: Kotołak
Profesja: Tłumaczka snów
Praca: 125
Totem: S=6; W=5; Sz=5; I=5; M=4; U=0
Zwierze: 2%

Re: Fort zewnętrzny

<Zanim Faith doszła do fortu jej kocie uszy wychwyciły ciche miauknięcie. Obrócila sie i szukala wzrokiem zródla dzwieku. Po chwili dostrzegła malego kotka siedzącego kolo krzaczka. Podzeszla do niego>
-Hey kociaku, co jest? <wzieła go delikatnie na ręcę> -Masz ranną łapke? Zaraz kicia Faith ci pomoże.
<Przytuliła kotka do siebie i skierowala sie w strone bramy. Kotek wyczuwając cieple futerko kotołaczki wtulił sie mocno i zasnął>
-Znajdziemy ci własciciela <mruknęła>


You can't always win. But you can always play by your own rules.

Offline

 

#13 2008-01-01 19:52:01

 Winno

Zastępca Mistrza Zakonu

2618814
Skąd: Szczecin
Zarejestrowany: 2007-11-30
Posty: 613
Punktów :   
Rasa: Człowiek z domieszką elfa
Profesja: Łajdak
Praca: Brak
Totem: Niedźwiedź
Zwierze: Brak
WWW

Re: Fort zewnętrzny

Aravial nie był wariatem aby pchać się w takie miejsce. To nie jego wina że portal miał na tyle silną aurę że podczas sferowej podróży ściągnął go tu. Dostrzegł ścierające się siły Zakonu i Chaosu. Widać było że psychiki jest co najmniej nietypowej bowiem zamiast uciec bądź ukryć się spojrzał po sobie. Jago poprzepalana szata maga skrywała wątłe, ba! Anemiczne ciało badacza akademickiego. Pokręcił głową uświadamiając sobie ironię losu. Szlaja się po miejscach w których zwykły śmiertelnik mógłby nie przetrwać dnia spalony przez czysty żywioł lub unicestwiony przez demona teraz zaś stoi bezradny na flankach oblężonego fortu. Ocknął się. Odgłosy walki poczęły cichnąć on skierował, najemnicy Zakonu dobijali dogorywających mutantów. Pośród trupów nie dostrzegł Rycerza. Zaklął w myślach i szybkim krokiem podszedł do właśnie dostrzeżonego przezeń, zmierzającego do karczmy opić zwycięstwo swe oraz swych ludzi komendanta fortu. Bez przedstawienia czy wymiany godności i tytułów zgodnie ze swym zwyczajem zaczął szybko mówić.
- On tu wróci. Gdy tylko zbierze armię. Ten Rycerz Chaosu! Wróci! I będzie wracał raz po raz póki nie zginie! - mówiąc czy raczej wykrzykując te słowa silnie gestykulował - Ale ja... ma pomysł. Wiem nieco o Chaosie. Pozbycie się mutantów za pomocą magii byłoby łatwe. A przynajmniej nie trudne. Ale tu... Jest jakaś antyaura. Nie mogę czarować. Walczyć też nie. Ciągle jednak mogę myśleć. To zbroja tego mutanta daje mu moc. Jest zbudowana z kamienia przemian i jeszcze czegoś twardego. Niech nikt jej nie dotyka bo dotknie go mutacja! Zbroi nie przebije niemagiczna broń. Magiczna zaś tu nie działa! Przynajmniej tak mi się zdaje. Możną ją jednak zmiażdżyć. Wykopmy wilcze doły! - na jego czoło wystąpiły krople potu - Zamaskujmy je! A gdy już w nie wpadnie... Obrzucimy go kopami ziemi i kamieni. Pogrzebiemy go żywcem! To gormone zagrożenie! - i tak urwał ciężko dysząc. Dziwny to był półelf. Oj, dziwny...

Ostatnio edytowany przez Aravial Nalambar (2008-01-01 19:53:01)

Offline

 

#14 2008-02-02 16:20:26

 Ekena

http://tnij.org/gg6fhttp://tnij.org/hg3y

9730051
Zarejestrowany: 2006-08-26
Posty: 2703
Punktów :   
Rasa: Polimorfka
Profesja: Skrytobójca
Totem: Koń

Re: Fort zewnętrzny

Zgodnie z poleceniem Trenera w Koszarach pojawiła sie niedaleko Fortu wypatrując mężczyznę, który miał być jej dalszym trenerem. Miaął nadzieję, ze ten szybko sie pojawi. Żałowała, że nie powinna zmieniać postaci, gdyz znacznie bardziej wolałaby być teraz kotem i po prostu wskoczyć na jakieś drzewo, korzystając z ogrzewającego futra. Zaczęła łazić w kółko, by się rozgrzać. W końcu, gdy stwierdziął, ze niedługo buty przemokną jej, albo do środka wsypie się śnieg wspięła sie na drzewo i z gałęzi zaceła wyptarywac przyszłego nauczyciela.

Ostatnio edytowany przez Ekena (2008-02-02 19:04:02)


You can dance forever
You got a fire in your feet
But will it ever be enough?
You know that it'll never be enough
You can fly and never need to land
And never need to sleep
But will it ever be enough?
You know that it'll never be enough

Offline

 

#15 2008-02-02 19:28:38

Jaroo

Druid z rodu Szarokijów

8646227
Zarejestrowany: 2007-05-30
Posty: 571
Punktów :   
Rasa: Człowiek
Profesja: Druid
Praca: 462
Totem: S=5; W=4; Sz=5; I=6; M=5; U=0
Zwierze: 43%

Re: Fort zewnętrzny

Zjawił się. Ekena nie dostrzegła nawet kiedy to zrobił. Odniosła wrażenie, że wyrósł z pod ziemi.
Odziany był w brązową szatę, ze szpiczastym kapturem i szerokimi rękawami. Wyglądał jak upiór. Co najmniej jak upiór. Ręce miał złożone razem, skryte w rękawach. Twarz zasłaniał mu ogromny kaptur, głęboki niczym jaskinia. Spojrzał na nią, choć polimorfka spostrzegła tylko plamę ciemności miast twarzy.
- Witaj - wyskrzeczał nieprzyjemnym głosem. - Jesteś uczennicą.
Ekenę zdziwiło najbardziej to, że ostatnie zdanie brzmiało twierdząco, jakby nadawał jej ten tytuł, a nie pytająco.
- Podążaj za mną. Znasz zasady.
Dodał i ruszył ścieżką. Najpierw w stronę równiny, która oznaczała koniec puszczy...


Moja Karta Postaci


Rasa:                 Człowiek
Profesja:           Druid
Charakter:         Neutralny
Zalety:               Dyplomatyczność 
Wady:                Nieumiejętność walki
Umiejętności:    Druidzkie
Zwierze:            Jenot

Offline

 

Pokaż kalendarz! Pokaż listę medyczną! Pokaż tablice ogłoszeń!


przerwynik przerwynik

Zakon rozwija się dzięki pracy Pawła Neściora aka Rudik (skrypter php i CSS), Pauliny Kwidzińskiej aka Reira (grafik i ilustrator), Andre Norton (autorka fantasy, której prace są wykorzystywane do uzupełniania świata), Hajime Kanzakiego (autora anime "Slayers", z którego również czerpiemy część rozwiązań i nazewnictwa) i wielu innych, graczach i zwykłych przyjaciołach, poświęcających swój czas i talent dla rozwoju forum i świata Zakonu.

Wszystkim serdecznie dziękujemy.

Stopka

Reklama Toplisty Wspieramy Zakon w pigułce
Rudik - portfolio TOP50 Gry Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl Napisz do nas
Gra naruto
Mesjasz
narutoogra.pun.pl
Night Moon - Twoja ścieżka fantasy

Wszystko o grze Call of Duty 2
Wszystko o grze warcraft3!
Miecz Prawdy
Najlepsze strony poświęcone RPG, cRPG i Fantasy
Toplista stron o tematyce fantasy rpg itp.
10 Najlepszych Polskich Stron Fantasy
pun.pl - załóż darmowe forum dyskusyjne PunBB


Racjonalista.pl - sprawdź sam
Wielka Rada


Mistrz: Mangel(Urlop):
7659312
stanmangel@aqq.eu


Mistrzyni: Skimrra(Urlop):
6114003
stanadorosa@aqq.eu


Zastępca Mistrza: Erufaile:
929152
stanerufaile@aqq.eu


Spec. ds. nietypowych: Darayawus Shiro:
4050011
standaray@aqq.eu


Dziekan: Sulam:
7506594
stansulam@aqq.eu


Bibliotekarka: Erufaile:
929152
stanerufaile@aqq.eu


Wykładowca Psioniki: Skimrra(Urlop):
6114003
stan adorosa@aqq.eu


Pancermistrz: Gaspar Grzmot:
8660942
stangrom79@aqq.eu


Instruktor walk: Gaspar Grzmot:
8660942
stangrom79@aqq.eu


Łucznik: Gaspar Grzmot:
8660942
stangrom79@aqq.eu


Rada Mniejsza

Opiekunka Doliny Blasku: Skimrra(Urlop):
6114003
stanadorosa@aqq.eu


Myśliwy: Elian:
828625
stankrystek2165@aqq.eu


Ogrodnik: Elian:
828625
stankrystek2165@aqq.eu


Projektant: POSZUKIWANY!:

stan


Arcykapłan: Dark Verreuil:
6990996
stanverreuil@aqq.eu


Dowódca Srebrzystych: Angelus:
4880466
stanrkofan@aqq.eu


Sędzia: Kraght'nar:
849959
Statystyki


Stat24:

Googlebot był ostatnio:

Pagerank:


Nagrody:

Katalog stron

Legenda

Oznaczenia postów Maniera pisania postów Grupy
- stary
- zamknięty
- przyklejony
- przekierowanie
- nowy
- zamknięty nowy
- nowy przyklejony
WIELKIE LITERY - krzyk

Kursywa - teksty pisane (poza biblioteką)

Administratorzy

Moderatorzy

Glejt Ducha

Stolica

Raana

Łańcuch

Podróż

Zwykły tekst - opisy czynności i dialogi Pogrubienie - NPC sterowane przez graczy (krwawniki, etc.)

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
Droga mistrza / The Bleeder / Chuck (2016) transport odpadów niebezpiecznych Rzeszów